sobota, 19 listopada 2016

listopad

Jest sobie listopadowa noc.Jesienna noc. Siedzę, a w głowie szumią mi jeszcze wypite niedawno lampki wina.
Siedzę i myślę. Myślę, że w moim życiu zrobiło się tak dobrze, że aż nudno.
Zawsze marzyłam o takiej nudzie. Nazywałam ją "stabilizacją". Teraz, kiedy mam co chciałam coraz częściej wspominam D. Wspominam ludka z byłej pracy. Wspominam CH. Wszystkich tych ludzi, za którymi tak tęsknię łączy jedno: wywoływali u mnie szybsze bicie serca, miękkie kolana i motyle w brzuchu. Z D jako jedynym z tej trójcy mam cały czas kontakt. Jesteśmy po prosu znajomymi. Tak, po tym wszystkim co z nim przeszłam w zeszłym roku jesteśmy kumplami. Potrafimy rozmawiać, śmiać się, wyżalać. Potrafimy iść razem na kawę i po prostu rozmawiać. Gdyby nasza historia była książką to skończyłaby się happy endem. Nigdy sama bym nie wpadła na takie zakończenie. Bo kto by uwierzył, że D stanie się moim kumplem i co dziwniejsze również kumplem mojego Lubego! Facet, przez którego w zeszłym roku wylałam morze łez dalej jest w moim życiu, ale w innej roli.
Życie czasem pisze lepsze scenariusze niż najlepsze filmy.
Czekam na wiosnę. Jesień zmusza do refleksji. Złych refleksji.