za siedmioma lasami żyła sobie dziewczyna z marzeniami, z pięknymi planami. Przecież wraz ze swym Lubym mieli budować domek, mieć dwójkę dzieci. Przecież miało być tak pięknie. A teraz? Czy jest pięknie?
1 stycznia 2018 roku podciął mi skrzydła. Właściwie to je wyrwał. Zostawił blizny, które nie chcą się zagoić.
1 stycznia 2018 o północy słyszałam szczere życzenia, ale jakoś nie potrafiłam w nie uwierzyć.
1 stycznia 2018 obudziłam się zlana potem. Miałam sen, okropny. Umarło mi w nim dziecko. Dobry Anioł mówił mi, że to nie moja wina, że nie mogę dać sobie tego wmówić.
9 października 2018 wiem, że to że tamtego dnia rano poroniłam to nie była moja wina. Takie jest życie.
Wiem też, że coś wtedy we mnie umarło. Umarło dziecko. Nawet nie miało serduszka. Nawet nie zdążyło skopać mnie po żebrach. Umarła też cząstka mnie. Ta która wierzyła w marzenia, że wiara czyni cuda.
Słyszałam dużo dziwnych słów. "Trzeba żyć dalej". "Przynajmniej wiesz, że możesz mieć dzieci". "Trzeba walczyć dalej" "popłacz sobie" "nie płacz".
Żyję więc dalej nie potrafiąc złapać tchu. Nie potrafiąc zasypiać bez myśli, że byłabym teraz mamą.
Może kiedyś, co?
Teraz chyba nie mam siły walczyć.
To nie tak, że się poddałam, leżę i płaczę.
Zdziwilibyście się, jaka silna ze mnie dziewczyna. Uśmiecham się każdego dnia. Wstaję rano i udaję, że jest dobrze. Bo wszyscy tego oczekują.
Tylko kiedy patrzę na pusty pokój w naszym nowym mieszkaniu, coś zaboli. Kiedy patrzę na bobaski to coś mnie kłuje. Kiedy zostaję sama to myślę. Za dużo myślę.
Czekam na 1 stycznia 2019 roku.
Będzie dobrze, prawda?
Forget-me-not
wtorek, 9 października 2018
sobota, 19 listopada 2016
listopad
Jest sobie listopadowa noc.Jesienna noc. Siedzę, a w głowie szumią mi jeszcze wypite niedawno lampki wina.
Siedzę i myślę. Myślę, że w moim życiu zrobiło się tak dobrze, że aż nudno.
Zawsze marzyłam o takiej nudzie. Nazywałam ją "stabilizacją". Teraz, kiedy mam co chciałam coraz częściej wspominam D. Wspominam ludka z byłej pracy. Wspominam CH. Wszystkich tych ludzi, za którymi tak tęsknię łączy jedno: wywoływali u mnie szybsze bicie serca, miękkie kolana i motyle w brzuchu. Z D jako jedynym z tej trójcy mam cały czas kontakt. Jesteśmy po prosu znajomymi. Tak, po tym wszystkim co z nim przeszłam w zeszłym roku jesteśmy kumplami. Potrafimy rozmawiać, śmiać się, wyżalać. Potrafimy iść razem na kawę i po prostu rozmawiać. Gdyby nasza historia była książką to skończyłaby się happy endem. Nigdy sama bym nie wpadła na takie zakończenie. Bo kto by uwierzył, że D stanie się moim kumplem i co dziwniejsze również kumplem mojego Lubego! Facet, przez którego w zeszłym roku wylałam morze łez dalej jest w moim życiu, ale w innej roli.
Życie czasem pisze lepsze scenariusze niż najlepsze filmy.
Czekam na wiosnę. Jesień zmusza do refleksji. Złych refleksji.
Siedzę i myślę. Myślę, że w moim życiu zrobiło się tak dobrze, że aż nudno.
Zawsze marzyłam o takiej nudzie. Nazywałam ją "stabilizacją". Teraz, kiedy mam co chciałam coraz częściej wspominam D. Wspominam ludka z byłej pracy. Wspominam CH. Wszystkich tych ludzi, za którymi tak tęsknię łączy jedno: wywoływali u mnie szybsze bicie serca, miękkie kolana i motyle w brzuchu. Z D jako jedynym z tej trójcy mam cały czas kontakt. Jesteśmy po prosu znajomymi. Tak, po tym wszystkim co z nim przeszłam w zeszłym roku jesteśmy kumplami. Potrafimy rozmawiać, śmiać się, wyżalać. Potrafimy iść razem na kawę i po prostu rozmawiać. Gdyby nasza historia była książką to skończyłaby się happy endem. Nigdy sama bym nie wpadła na takie zakończenie. Bo kto by uwierzył, że D stanie się moim kumplem i co dziwniejsze również kumplem mojego Lubego! Facet, przez którego w zeszłym roku wylałam morze łez dalej jest w moim życiu, ale w innej roli.
Życie czasem pisze lepsze scenariusze niż najlepsze filmy.
Czekam na wiosnę. Jesień zmusza do refleksji. Złych refleksji.
czwartek, 21 lipca 2016
siódmy miesiąc
...siódmy miesiąc tego roku powoli przemija. Nie wiem czemu w tym roku cały czas odliczam dni. Dni OD i dni DO. Wszystko określam mianem czasu. Ciągle myślę o tym co będzie. Liczę dobre dni. Liczę dobre miesiące. Czekam na wakacje. Czekam na słońce. Czekam na cud. Cud się sam nie spełni. Jakoś muszę mu pomóc. Jakoś...
Tylko trochę jestem już zmęczona. Nie gonię za szczęściem, bo ono same mnie dopadło. Gonię za marzeniami tak bardzo, że nie chcę uwierzyć w rzeczywistość. W marzeniach wszystko jest proste i piękne. W rzeczywistości jest trudniej. Moje marzenia to MY za 5 lat. We własnym domku, a nie małym mieszkaniu na kredyt. Z 3 letnią córeczką, a nie bieganiem po lekarzach i modlitwami o cud. W marzeniach wszyscy są zdrowi i szczęśliwi.
Rzeczywistość jest smutna i dlatego odliczam od jednej szczęśliwej chwili do drugiej. Liczę też mimo wszystko i głośno mówię o tym, że się nie poddam, że pewnego dnia wypiję szampana i odliczę ile czasu minęło od Sylwestra 2015/2016. Od tamtego momentu, w którym zmieniło się wszystko. Pijąc szampana będę wiedziała, że wygrałam.
Taki mam plan.
A jak nie wygram, to pewnie będę znowu tu często zaglądać, żeby się wyżalić całemu światu.
Póki co znikam.
:)
sobota, 16 kwietnia 2016
hmmmm
Miasto nocą. Deszcz. Zimno. Ona płacze, a on krzyczy:
- Czy Ty nie rozumiesz, że ja Ciebie kocham?! Że nigdy w życiu bym Ciebie nie skrzywdził?! Że ja chcę z Tobą stworzyć rodzinę?!
- Ze mną....?
- Tak! Z Tobą! I patrz mi w oczy! Jesteś moim kochaniem, rozumiesz?
Chyba zrozumiałam....
- Czy Ty nie rozumiesz, że ja Ciebie kocham?! Że nigdy w życiu bym Ciebie nie skrzywdził?! Że ja chcę z Tobą stworzyć rodzinę?!
- Ze mną....?
- Tak! Z Tobą! I patrz mi w oczy! Jesteś moim kochaniem, rozumiesz?
Chyba zrozumiałam....
wtorek, 29 marca 2016
kocham?
Zastanawiałam się ostatnio po czym poznać, że to już ten moment kiedy się kogoś kocha. Nie lubi bardzo, uwielbia - tylko kocha. Skąd mam wiedzieć, że to co czuję to właśnie miłość, a nie przyzwyczajenie czy uzależnienie? Nie umiałam mojemu Lubemu powiedzieć "KOCHAM", bo nie czułam, że powiem to szczerze, że tak czuję w 200%. Myślałam i myślałam, kiedy przyjdzie te bum! Czkałam na coś wielkiego, spektakularnego. Ale nie nadchodziło. Tłumaczyłam sobie, że może za wcześnie jeszcze, że to i że tamto.
I pewnego dnia zaczęłam płakać. Bo go przy mnie nie było. Leżałam i ryczałam jak dziecko. I zadałam sobie wtedy proste pytanie "Czemu głupia właściwie ryczysz?" Odpowiedź była banalna:
BO GO CHOLERA JASNA KOCHAM! BO MI ZALEŻY! BO CHCĘ Z NIM SPĘDZAĆ KAŻDĄ CHWILĘ. BO CHCĘ PRZY NIM ZASYPIAĆ I PRZY NIM SIĘ BUDZIĆ.
Zakochałam się.
Już po mnie ;-)
W sumie to jednak dalej nie wiem, kiedy nadszedł TEN moment...
czwartek, 10 marca 2016
because I'm happy
U mnie wszystko tak samo. Ale odwrotnie. Całkiem inaczej. Nic się nie zmieniło poza tym, że wszystko. Znalazłam wreszcie to, czego szukałam. Znalazłam spokój, wymarzoną stabilizację. Znalazłam pewność, radość. Znalazłam te swoje upragnione szczęście.
Znalazłam to wszystko w jednym miejscu. W jednej chwili, którą przecież tak bardzo chciałam zignorować. W chwili, której nie chciałam. Znalazłam szczęście na drodze, którą nie chciałam iść. Rękami i nogami broniłam się przed tym, co mnie czekało. Bałam się wielkich zmian. Nie wiedziałam, co mnie czeka za zakrętem. Sparaliżowana tą niewiadomą marudziłam, broniłam się rękami i nogami przed nadejściem przyszłości. Ale nadeszła. I z każdym dniem, ta przyszłość ma coraz bardziej kolorowe barwy.
Jeszcze tylko do pełni szczęścia potrzebuję wiosny i słońca. Jeśli mogę pomarudzić.
sobota, 5 marca 2016
na dobre i na złe
Wszystko było dobrze. Wszystko było pięknie. Poukładałam sobie życie i ze spokojem, a nie obawami, czekałam na każdy następny dzień.
Pisałam, że przy mym Lubym zapomniałam o D. Tak, zapomnieć łatwo, kiedy go nie ma w moim życiu. Kiedy omijamy się szerokim łukiem. Gorzej, kiedy przychodzi stanąć twarzą w twarz. Jeszcze gorzej, kiedy on się pyta, czy jestem pewna, że mój Luby to facet, z którym chcę być na dobre i złe. Zwłaszcza w te złe dni. Czy to właśnie jego chce mieć wtedy u boku. Zamilkłam...Za krótko jesteśmy razem, żebym była pewna. Za mało razem przeżyliśmy. Najgorzej, że stojąc blisko niego wróciły do mnie wszystkie wspomnienia. To było jak na filmach, kiedy ktoś odzyskuje pamięć. Nagle w głowie zaczęły pojawiać się obrazy. Nagle chciałam, żeby mnie przytulił, pocałował.Jak kiedyś. W głowie cały czas słyszałam głos, że mam swego Lubego, że mam się trzymać, że nie mogę mu tego zrobić, że nie powinnam w ogóle z D rozmawiać. Nie da się jednak tak łatwo wyrzucić z głowy, kogoś kto siedział tam i w sercu przez ponad rok. Wracając do domu było mi cholernie źle z myślą, że jeden facet, w jedną krótką chwilę sprawił, że zaczęłam mieć wątpliwości, że znowu zaczęłam się bać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)