Zawsze byłam bałaganiarą. O ile jednak bałagan w szafie czy na biurku mogę szybko i łatwo ogarnąć, to tego który zrobiłam sobie w głowie nie sposób posprzątać niczym. Kubeł zimnej wody nie pomaga, świadomość własnej głupoty też nie. Zaczęłam więc od małych kroczków. Nie sądziłam jednak, że ten mały pierwszy kroczek okaże się tak trudny i bolesny. Zaczęłam od niepocałowania go i niedotykania. Brzmi prosto? Co trudnego jest w niecałowaniu i trzymaniu się z rękami z daleka? Ano to, że zawsze na powitanie i pożegnanie dawaliśmy sobie chociaż małego buziaka. Że w każdej chwili, gdy byliśmy sami przytulaliśmy się jakbyśmy się mieli już nigdy nie zobaczyć. Cholernie trudno było mi podejść i przywitać się na odległość zwykłym "hej". Jeszcze trudniej było odchodzić kiedy On się zbliżał. Kiedy odchodził miałam łzy w oczach. Tak strasznie chciałam, żeby wrócił, objął mnie i pocałował. W jego oczach widziałam to samo. Stał, patrzył na mnie bezradny i smutny, jakby nie wiedząc co zrobić. To była jedna z gorszych chwil ostatnich miesięcy. Wsiadłam do samochodu i próbowałam nie płakać. Nie wyobrażam sobie, że tak będą teraz wyglądać nasze spotkania. Nie dam rady być tak blisko niego i jednocześnie tak daleko...
sobota, 27 czerwca 2015
być tak blisko
"Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie twoja."
sobota, 20 czerwca 2015
weekendowo
Zawsze i wszędzie chwaliłam moją pracę. Mówiłam, że jak nadejdzie ostatni dzień umowy to się popłaczę, że nie wyobrażam sobie jak to będzie "później". Mówiłam, że ta praca to przede wszystkim ludzie. A teraz sobie myślę, że ta praca to przede wszystkim stres, a dopiero później ludzie - ludzie, którzy w większości działają mi na nerwy swoją głupotą. Faktem jest, że to ja stałam się nerwowa, zestresowana i przestałam się cieszyć z tego co mam. Faktem jest, że moje ciągłe "niechcemisię" nie pomaga w niczym. Ludzie się nie zmienili, praca się nie zmieniła - czyli to we mnie coś pękło. Gdyby ktoś zaproponował mi teraz inną pracę - zmieniłabym moją bez mrugnięcia okiem. Każdego kolejnego dnia mam wrażenie, że tracę siły, moc, chęci, zapał, radość. Każdego dnia się wypalam. Czuję ciągłą presję, ciągłe absurdalne wymagania. Widzę absurd na absurdzie. Jak słyszę niektóre pomysły to mam ochotę wyskoczyć przez okno.
Wiem że pracę trzeba doceniać, że mam tam dobrze, że poznaję nowych ludzi, że dobrze płacą. Czego chcieć więcej?
Satysfakcji! Pasji! Sensu! Celu!
Satysfakcji, że robię coś ważnego, coś co ma znaczenie.
Zabierania się do pracy z radością i zaangażowaniem.
Świadomości, że moje poświęcenie ma jakiś sens.
Celu, który nie jest wolnym weekendem. . .
Generalnie jednak lubię moją pracę. Lubię do niej przychodzić i witać się w drodze do biura z wieloma ludźmi. Lubię zamienić z każdym choćby słowo. Lubię nawet czasem odebrać telefon, pisać maile. Lubię czasem czekać na spotkanie.Czasem lubię moją pracę.
czwartek, 11 czerwca 2015
Biegnę prosto w ogień
Nie wiem co zrobić. Nie radzę sobie z tym wszystkim sama. Nie radzę sobie już nawet ze wsparciem ze strony przyjaciół. Oni też już chyba nie wiedzą jak mi pomóc. Jedna osóbka zasugerowała, że może to dobry czas, żeby udać się do psychologa - poszukać pomocy z zewnątrz. Mój 'problem' mnie niszczy od środka, a ja tylko na to patrzę.
Nie umiem odejść, bo mam wrażenie, że sama odetnę się od tlenu. Jestem szczęśliwa ostatnio TYLKO przy Nim.
Nie umiem zostać. Bo kiedy On jest przy mnie BLISKO to boli jeszcze bardziej. Wtedy wszystko uderza we mnie ze zdwojoną siłą.
Kiedy jesteśmy razem On nie wypuszcza mnie z rąk. Cały czas musi mnie mieć blisko. A później tak po prostu znika, przestaje istnieć, a ja zostaję sama z tym całym bałaganem w głowie.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
o miłości
Ja - rozmawiam przez telefon. długo. bardzo długo. śmieję się jak głupek.
Ona - siedzi i słucha i patrzy. później je. jeszcze później bawi się telefonem
wieki później....
Ja (do telefonu) - No to pa!
Ona (do mnie) - i On tak codziennie?
Ja - no tak
Ona - codziennie dzwoni i rozmawiacie o niczym?
Ja - no tak!
Ona - cholera
Ja - co cholera?
Ona - Jemu musi serio na Tobie zależeć. Ja bym tak nie mogła z facetem gadać o niczym przez telefon. Codziennie. Nad czym się zastanawiasz? I tak już się wkopałaś! PRZESTAŃ MYŚLEĆ! ROZUMIESZ??
Rozumiem. Staram się przecież.
Kocham go. Tyle wymyśliłam.
Ona - siedzi i słucha i patrzy. później je. jeszcze później bawi się telefonem
wieki później....
Ja (do telefonu) - No to pa!
Ona (do mnie) - i On tak codziennie?
Ja - no tak
Ona - codziennie dzwoni i rozmawiacie o niczym?
Ja - no tak!
Ona - cholera
Ja - co cholera?
Ona - Jemu musi serio na Tobie zależeć. Ja bym tak nie mogła z facetem gadać o niczym przez telefon. Codziennie. Nad czym się zastanawiasz? I tak już się wkopałaś! PRZESTAŃ MYŚLEĆ! ROZUMIESZ??
Rozumiem. Staram się przecież.
Kocham go. Tyle wymyśliłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)