sobota, 19 listopada 2016

listopad

Jest sobie listopadowa noc.Jesienna noc. Siedzę, a w głowie szumią mi jeszcze wypite niedawno lampki wina.
Siedzę i myślę. Myślę, że w moim życiu zrobiło się tak dobrze, że aż nudno.
Zawsze marzyłam o takiej nudzie. Nazywałam ją "stabilizacją". Teraz, kiedy mam co chciałam coraz częściej wspominam D. Wspominam ludka z byłej pracy. Wspominam CH. Wszystkich tych ludzi, za którymi tak tęsknię łączy jedno: wywoływali u mnie szybsze bicie serca, miękkie kolana i motyle w brzuchu. Z D jako jedynym z tej trójcy mam cały czas kontakt. Jesteśmy po prosu znajomymi. Tak, po tym wszystkim co z nim przeszłam w zeszłym roku jesteśmy kumplami. Potrafimy rozmawiać, śmiać się, wyżalać. Potrafimy iść razem na kawę i po prostu rozmawiać. Gdyby nasza historia była książką to skończyłaby się happy endem. Nigdy sama bym nie wpadła na takie zakończenie. Bo kto by uwierzył, że D stanie się moim kumplem i co dziwniejsze również kumplem mojego Lubego! Facet, przez którego w zeszłym roku wylałam morze łez dalej jest w moim życiu, ale w innej roli.
Życie czasem pisze lepsze scenariusze niż najlepsze filmy.
Czekam na wiosnę. Jesień zmusza do refleksji. Złych refleksji.

czwartek, 21 lipca 2016

siódmy miesiąc

...siódmy miesiąc tego roku powoli przemija. Nie wiem czemu w tym roku cały czas odliczam dni. Dni OD i dni DO. Wszystko określam mianem czasu. Ciągle myślę o tym co będzie. Liczę dobre dni. Liczę dobre miesiące. Czekam na wakacje. Czekam na słońce. Czekam na cud. Cud się sam nie spełni. Jakoś muszę mu pomóc. Jakoś...
Tylko trochę jestem już zmęczona. Nie gonię za szczęściem, bo ono same mnie dopadło. Gonię za marzeniami tak bardzo, że nie chcę uwierzyć w rzeczywistość. W marzeniach wszystko jest proste i piękne. W rzeczywistości jest trudniej. Moje marzenia to MY za 5 lat. We własnym domku, a nie małym mieszkaniu na kredyt. Z 3 letnią córeczką, a nie bieganiem po lekarzach i modlitwami o cud. W marzeniach wszyscy są zdrowi i szczęśliwi. 
Rzeczywistość jest smutna i dlatego odliczam od jednej szczęśliwej chwili do drugiej. Liczę też mimo wszystko i głośno mówię o tym, że się nie poddam, że pewnego dnia wypiję szampana i odliczę ile czasu minęło od Sylwestra 2015/2016. Od tamtego momentu, w którym zmieniło się wszystko. Pijąc szampana będę wiedziała, że wygrałam. 
Taki mam plan. 

A jak nie wygram, to pewnie będę znowu tu często zaglądać, żeby się wyżalić całemu światu.
Póki co znikam. 
:)

sobota, 16 kwietnia 2016

hmmmm

Miasto nocą. Deszcz. Zimno. Ona płacze, a on krzyczy:
- Czy Ty nie rozumiesz, że ja Ciebie kocham?! Że nigdy w życiu bym Ciebie nie skrzywdził?! Że ja chcę z Tobą stworzyć rodzinę?!
- Ze mną....?
- Tak! Z Tobą! I patrz mi w oczy! Jesteś moim kochaniem, rozumiesz?

Chyba zrozumiałam....

wtorek, 29 marca 2016

kocham?

Zastanawiałam się ostatnio po czym poznać, że to już ten moment kiedy się kogoś kocha. Nie lubi bardzo, uwielbia - tylko kocha. Skąd mam wiedzieć, że to co czuję to właśnie miłość, a nie przyzwyczajenie czy uzależnienie? Nie umiałam mojemu Lubemu powiedzieć "KOCHAM", bo nie czułam, że powiem to szczerze, że tak czuję w 200%. Myślałam i myślałam, kiedy przyjdzie te bum! Czkałam na coś wielkiego, spektakularnego. Ale nie nadchodziło. Tłumaczyłam sobie, że może za wcześnie jeszcze, że to i że tamto. 
I pewnego dnia zaczęłam płakać. Bo go przy mnie nie było. Leżałam i ryczałam jak dziecko. I zadałam sobie wtedy proste pytanie "Czemu głupia właściwie ryczysz?" Odpowiedź była banalna:
BO GO CHOLERA JASNA KOCHAM! BO MI ZALEŻY! BO CHCĘ Z NIM SPĘDZAĆ KAŻDĄ CHWILĘ. BO CHCĘ PRZY NIM ZASYPIAĆ I PRZY NIM SIĘ BUDZIĆ. 

Zakochałam się. 
Już po mnie ;-)

W sumie to jednak dalej nie wiem, kiedy nadszedł TEN moment...
 

czwartek, 10 marca 2016

because I'm happy

U mnie wszystko tak samo. Ale odwrotnie. Całkiem inaczej. Nic się nie zmieniło poza tym, że wszystko. Znalazłam wreszcie to, czego szukałam. Znalazłam spokój, wymarzoną stabilizację. Znalazłam pewność, radość. Znalazłam te swoje upragnione szczęście. 
Znalazłam to wszystko w jednym miejscu. W jednej chwili, którą przecież tak bardzo chciałam zignorować. W chwili, której nie chciałam. Znalazłam szczęście na drodze, którą nie chciałam iść. Rękami i nogami broniłam się przed tym, co mnie czekało. Bałam się wielkich zmian. Nie wiedziałam, co mnie czeka za zakrętem. Sparaliżowana tą niewiadomą marudziłam, broniłam się rękami i nogami przed nadejściem przyszłości. Ale nadeszła. I z każdym dniem, ta przyszłość ma coraz bardziej kolorowe barwy.
Jeszcze tylko do pełni szczęścia potrzebuję wiosny i słońca. Jeśli mogę pomarudzić.

sobota, 5 marca 2016

na dobre i na złe

Wszystko było dobrze. Wszystko było pięknie. Poukładałam sobie życie i ze spokojem, a nie obawami, czekałam na każdy następny dzień. 
Pisałam, że przy mym Lubym zapomniałam o D. Tak, zapomnieć łatwo, kiedy go nie ma w moim życiu. Kiedy omijamy się szerokim łukiem. Gorzej, kiedy przychodzi stanąć twarzą w twarz. Jeszcze gorzej, kiedy on się pyta, czy jestem pewna, że mój Luby to facet,  z którym chcę być na dobre i złe. Zwłaszcza w te złe dni. Czy to właśnie jego chce mieć wtedy u boku. Zamilkłam...Za krótko jesteśmy razem, żebym była pewna. Za mało razem przeżyliśmy. Najgorzej, że stojąc blisko niego wróciły do mnie wszystkie wspomnienia. To było jak na filmach, kiedy ktoś odzyskuje pamięć. Nagle w głowie zaczęły pojawiać się obrazy. Nagle chciałam, żeby mnie przytulił, pocałował.Jak kiedyś. W głowie cały czas słyszałam głos, że mam swego Lubego, że mam się trzymać, że nie mogę mu tego zrobić, że nie powinnam w ogóle z D rozmawiać. Nie da się jednak tak łatwo wyrzucić z głowy, kogoś kto siedział tam i w sercu przez ponad rok. Wracając do domu było mi cholernie źle z myślą, że jeden facet, w jedną krótką chwilę sprawił, że zaczęłam mieć wątpliwości, że znowu zaczęłam się bać...

wtorek, 16 lutego 2016

16 lutego...

...to 47 dzień roku. 47 szczęśliwy dzień. Pamiętam jak w trakcie Sylwestra stałam z butelką szampana i podszedł do mnie kolega i tak cholernie szczerze i z troską w głosie powiedział, że życzy mi żebym znalazła szczęście i miłość. Nie chciałam wierzyć, że będę w stanie dać się komuś jeszcze choćby dotknąć. Komuś, kto nie jest D. A tu zjawia się nagle facet, który twierdzi że jestem spełnieniem jego życzenia wypowiedzianego pewnej nocy do spadającej gwiazdy. Jest totalnie dziwny. Totalnie inny niż wszyscy faceci, z którymi miałam mniej lub większą przyjemność się spotkać. Jest totalnie z innej planety. Może właśnie za to tak go uwielbiam. Jest nam dobrze razem. Wkurzamy się na siebie, denerwujemy, sprzeczamy, ale nie umiemy bez siebie już funkcjonować. Szybko to wszystko jakoś leci - wiem. I to jest właśnie dla mnie ZNAK, że to coś dobrego. Bo zapomniałam przy nim o D. Zapomniałam o całym świecie. Łamię wciąż swoje własne zasady. 
Najważniejsze jest jednak to, że nie boję się robić planów na przyszłość. Znowu nie boję się marzyć

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Zmiany zmiany zmiany

Pewnego dnia obudziłam się przerażona.Śnił mi się sen zwiastujący zmiany. Drastyczne. Przeraziłam się, bo nie potrzebowałam zmian. Nie chciałam. Przecież dobrze jest jak jest. Monotonnie, nudno, ale SPOKOJNIE. Zmiany oznaczają bałagan. Bałam się tego co nadejdzie, ale jednocześnie mogłam się przygotować. I kiedy usłyszałam na drugi dzień "nie mamy już dla Ciebie etatu" zaczęłam się śmiać. Jako że ten rok zaczął się wyjątkowo dobrze chwilę później miałam już etat w innym miejscu. Poznałam tam kogoś. Faceta totalnie nie w moim typie. Pierwszego dnia podszedł, przedstawił się i uśmiechnął. I jakoś tak od tamtego czasu bardziej się do siebie uśmiechamy. Jakoś mi cieplej na duszy.
Zmiany nie są złe - trzeba tylko nauczyć się panować nad chaosem.


piątek, 1 stycznia 2016

Początek i koniec.

Podczas zabawy Sylwestrowej widziałam jak umiera człowiek. Jak jego znajomi, a później już ratownicy medyczni walczą o jego życie. Odszedł jeszcze przed Nowym Rokiem. Nie umiem przestać o tym myśleć i nie umiem ciągle pogodzić się z moją reakcją na takie straszne sytuacje. Dostaję bowiem ataku paniki, odwracam się, chcę uciekać. Łzy napłynęły mi do oczu i nie mogłam się ruszyć. W myślach błagałam Boga, żeby mu pomógł, że nie może umrzeć czekając na Nowy Lepszy Rok. 
Ale nie pomogli mu ani ludzie ani Bóg. Ludzie umierają...także w Sylwestra. A pewnie też robił obie postanowienia noworoczne. 

Ja chcę tylko (aż!) być szczęśliwa.