poniedziałek, 29 grudnia 2014

serce 1:2 rozum

Jak to prosto jest sobie coś postanowić, gdy się jest daleko od "nałogu". Gorzej, jak stanie się z nim twarzą w twarz. Najgorzej, gdy ta twarz patrzy na mnie i się uśmiecha. Później to ja uśmiecham się cały dzień sama do siebie. I tylko co chwilę rozum się budzi i każe się ogarnąć. Dobrze, że w ogóle się budzi. 
Gdyby powiedział tylko słowo... - jak dobrze wiedzieć, że nie powie.

sobota, 27 grudnia 2014

noworoczne postanowienie

Mam jedno jedyne postanowienie noworoczne:
Wyplączę się z tego wszystkiego, w co wpadłam po uszy. Unormuję stosunki z facetami. 

Popatrzyłam wczoraj na zdjęcie jego rodziny. Łzy popłynęły mi na widok tego szczęścia w obrazku. Jak mogłam chociaż pomyśleć, że tam gdzieś jest miejsce jeszcze dla mnie? Nie ma i nigdy nie będzie! Nie pójdę nigdy naprzód, jeśli ciągle będę tkwić w chorych układach. Postawię sprawę jasno: Lubimy się i tyle. I NIGDY NIC więcej. 
I niech każde z nas odnajdzie swoje szczęście. On w swojej rodzinie, a ja...w sobie.




niedziela, 21 grudnia 2014

do zakochania jeden krok.

Kiedy się do niego przytuliłam cały świat w jednej chwili przestał istnieć. Nie obchodzili mnie ludzie, którzy krzywo patrzyli, Bo przecież nie mogę się do niego bezkarnie przytulać. Ale ja miałam gdzieś te "nie mogę". Jeszcze dzień wcześniej miałam w planach go znienawidzić. Miałam w planach się z nim nie spotkać, a jeśli już to trzymać się z daleka. Ale jak mogę uciekać od faceta, który działa na mnie jak nikt inny? Miałam swoją chwilę i ją wykorzystałam. Na oczach całego świata. 
Teraz mam wrażenie, że to był tylko piękny sen. Sen, po którym jednak nie mogłam przestać płakać. Bo nie było i nie będzie happy endu. 
Nie ma to jak przytulić, pocałować i powiedzieć, że to koniec...

"Nie wiedziałem jak Ci to powiedzieć. Czekałem na odpowiedni moment. Mam dziewczynę."
"Gdybym nie miał żony..."
"Mam rodzinę."
"Wiesz, mam żonę i dzieci. Nie chcę nic od Ciebie. Chcę sobie tylko patrzeć na Ciebie i uwielbiać"
"Może wyskoczymy kiedyś na kawę?"

Jak od tego uciec? To jakaś klątwa? Mieć wokół siebie tłum cudownych facetów. Słuchać od nich komplementów. Zakochać się w tym, którego nigdy nie będę mogła mieć. W tym, który nawet jeśli i czuje coś do mnie, to to nie ma znaczenia. 



sobota, 13 grudnia 2014

Kropka.

Faceci są beznadziejni. Szybko, bardzo szybko zapominają, że w domu czeka na nich dziewczyna/narzeczona/żona/dziecko. 
Dlaczego mam niby ufać facetowi, który innej obiecywał wierność, a ma to głęboko w poważaniu? 
Dlaczego mam niby ufać facetowi, który i tak zawsze wraca do swojej kobiety?
Nie ufam. Nie umiem.
I nie, nie zrażam się po jednym "incydencie". Ja takie coś przeżywam z KAŻDYM ostatnio poznanym facetem. W moim wieku po prostu każdy "godny" już dawno zajęty. 

wtorek, 18 listopada 2014

Biurowa filozofia życia

- Nigdy nie powiedziałam mu, że go lubię.
- Nie musiałaś. On to wie. Czasem pewnych rzeczy nie trzeba mówić. To się poznaje po zachowaniu w stosunku do drugiej osoby.
- Ale ja chcę, żeby On to usłyszał.

Tak często bierzemy coś za pewnik. Nie mówimy rzeczy dla nas oczywistych, a przecież szalenie miło jest usłyszeć od kogoś: lubię Cię! Muszę mu to powiedzieć, nawet jeśli wie. Chcę, żeby to usłyszał. Skoro prosto w oczy mówiłam mu, jak go nienawidzę, to nie powinnam mieć problemu z tak prostym wyznaniem. 

- Co mam wybrać?
- Co chcesz!
- To nie może być aż tak proste!
- Ale jest. Po co komplikować na siłę pewne sprawy? Po co na siłę sobie utrudniać? Czemu ludzie nie dostrzegają, że pewne rzeczy są proste? Po co ludzie tyle myślą? To właśnie myślenie komplikuje wszystko.
- Nie wiesz nawet, co mi właśnie zrobiłaś...


niedziela, 16 listopada 2014

Cel uświęca środki?

Poznałam kogoś. Miałam nadzieję, że ten ktoś pomoże mi uporać się z moimi skomplikowanymi relacjami z Ch i B i NIM. Ten nowy ktoś był uroczy, miły, zabawny, świetnie mi się z nim rozmawiało, a do tego przystojny. Facet ideał. Bajera za bajerą, prezenciki i takie tam. Wszystko po to, żeby przypadkiem dowiedzieć się, że facet żonaty. Cała bajera była po to, żeby zrobić sobie znajomości. Bo jak się okazuje, w pewnych kręgach znajomość ze mną może być bardzo przydatna. 
Jeszcze mu to bokiem wyjdzie. 

Jak mam komuś zaufać, skoro jak widać przyciągam żonatych? Chyba będę rozdawać wszystkim ankiety:
1. Czy masz żonę?
2. Czy masz dzieci?

niedziela, 9 listopada 2014

wypadek

Przeraził mnie mój sen. Śniło mi się bowiem, że jechałam z kimś samochodem (nie pamiętam z kim). Ja kierowałam. Nagle zauważyłam, że z naprzeciwka prosto na mnie pędzi samochód. Spojrzałam na prędkościomierz i zobaczyłam, że jadę dokładnie 180km/h. Zrozumiałam, że jadę za szybko, żeby zareagować i przeżyć zderzenie. Ostatnie co zobaczyłam, to błysk światła. Zaczęłam krzyczeć do Boga, że nie chcę umierać, że to nie mój czas jeszcze. Błagałam go, żeby mnie oszczędził. Nie wiedziałam, czy żyję czy zginęłam. Nagle zauważyłam, że siedzę w stojącym na drodze aucie. Podeszła do mnie dwuletnia dziewczynka i powiedziała, że Bóg mnie wysłuchał, ale tylko dlatego żebym mogła powiedzieć JEMU, że go kocham, że mam z NIM spędzić resztę życia i mam nie zmarnować tej szansy.
Każdy sennik mówi, że sny o wypadku to sny ostrzegawcze, że powinnam zwolnić i przyjrzeć się relacjom z innymi. Na NIEGO byłam wczoraj zła okrutnie. Obwiniał mnie o rzeczy, na które nie mam wpływu. Nie krzyczał. Po prostu wyszedł bez słowa trzaskając drzwiami. Zabolało. 

wtorek, 4 listopada 2014

Z cyklu: Przychodzi baba do lekarza

Przychodzi baba do lekarza, a on patrzy patrzy i mówi, że nic nie robić, obserwować i nie panikować. Że za pół roku do poradni specjalistycznej się zgłosić. 
Baba nie słucha i do poradni idzie od razu. W poradni lekarz też baba patrzy i mówi, że czekać nie ma na co. Trzeba działać. 
Mamy remis.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Z cyklu: absurdy III RP

Paradoks dnia:
Żeby dowiedzieć się, co za cholerstwo mnie dopadło muszę zrobić badania, a co za tym idzie - odwiedzić lekarza.
Ponieważ jest koniec roku, odwiedzić lekarza mogę tylko z wynikami badań i to będąc wcześniej  zdiagnozowaną.

Jak żyć?!


środa, 29 października 2014

Daily routine

Monotonia to słowo, które brzmi źle. Brzmi nudno. Kojarzy się z brakiem emocji. Zero zmian. Monotonia czasem jest  jednak porządkiem. Czymś, co pozwala łatwiej funkcjonować w trudnym środowisku. Krok po kroku. Sprawa po sprawie. Nic ciekawego, ale przynajmniej pożytecznie. 
Wpadłam ostatnio w taką rutynę. Zmieniają się godziny i ludzie, ale nie zmieniają się wykonywane czynności. Wszystko robię według szablonu. To nie jest złe. To jest nudne. Wiem co, gdzie i o której. 
Jakiś psycholog stwierdził kiedyś, że w takich sytuacjach powinno się coś zmieniać. Cokolwiek. Na przykład drogę do pracy. Środek transportu. Raz na czas, żeby nie wpaść w Dzień Świstaka. 
Jest jednak w tym wszystkim mała rzecz, która cieszy. Jest taka pora dnia, na którą czekam. Jest taki punkt na niewidzialnej liście, który z radością odhaczam. Jest takie 15 minut, na które czekam cały dzień. To jest kwadrans, który daje mi ON. Chwila, w której możemy posiedzieć sami i porozmawiać, pomilczeć, pośmiać się. To nie jest rutyna. To nie jest monotonia. To jest RYTUAŁ. To jest coś, dzięki czemu jeszcze nie zwariowałam. 



środa, 15 października 2014

rozmowy nocą

On - Kobieto przecież Ty każdego faceta zajedziesz! Skąd masz tyle energii o takiej nieludzkiej porze?
Ja - Ale przecież ja tabletki uspokajające biorę...nie działają?
On - Działają! Ale chyba na odwrót!

Ja naprawdę uwielbiam ludzi w mojej pracy. Zwłaszcza za dodawanie sił o 2 w nocy.

A to motto, którym kieruję się w pracy. :)

piątek, 10 października 2014

praca praca praca

Generalnie nie lubię jesieni. Tegoroczna - póki co - co jest naprawdę piękna. Słońce, wysokie jak na tę porę roku temperatury, kolorowe drzewa. A ja siedzę w pracy. 6 dni w tygodniu. 7 dnia nie mam siły na nic. Cieszę się, że ją mam, ale chwilowo poza nią nie mam życia. Jak nie jestem w pracy to gotuję, albo sprzątam, albo śpię. Jak jestem w pracy denerwuję się, wkurzam, wściekam. Jak wracam do domu, myślę o pracy. Budzę się i zasypiam myśląc o niej. Ja daję z siebie wszystko. Dostaję w zamian...najniższą ze  wszystkich wypłatę. 
Mimo wszystko co złe, lubię ją :)

niedziela, 5 października 2014

jeden krótki sms

Zamknęłam drzwi i momentalnie popłynęły mi łzy z oczu. Nie wiedziałam nawet dlaczego. Byłam zmęczona psychicznie i fizycznie. Byłam zmęczona uśmiechaniem się i udawaniem, że jest ok. Bolało mnie wszystko. Patrzyłam w lusterko i zastanawiałam się czemu jest gorzej i gorzej i usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. ON się o mnie martwił. Nie powinien był. Zasnęłam z uśmiechem na ustach. A nie powinnam była.


czwartek, 2 października 2014

ON

Powiedzmy sobie szczerze. Gdyby nie ON mnie by w tej pracy nie było. Gdyby nie jego uśmiechy, kawy, herbaty, buziaki, papierosy - nie wytrzymałabym tam dłużej niż tydzień. Jedno jego słowo i z uśmiechem na twarzy zarywam noce. Rano sama na siebie się wkurzam, ale nie potrafię nie ulec jego czarowi. Tak, zaczarował mnie. Zaczarował mnie facet, z którym obiecałam sobie, że nie zamienię nigdy choćby słowa (poza służbowymi). 
To nie jest dobre. To się nie może skończyć dobrze. 

środa, 24 września 2014

odruch bezwarunkowy

Cieszę się, że jesteś! 
Najpiękniejsze słowa jakie ostatnio słyszałam. Dwa razy w dwa dni pod rząd. Od dwóch różnych facetów. Uwielbiam ich. Na sam widok ich twarzy się uśmiecham.

wtorek, 23 września 2014

A ty się serce ogarnij...

Może i serce nie sługa. Może i te same serce ma swoje racje, których rozum nie zna, ale od tego ma się rozum, żeby wiedzieć co jest złe i czego nie wolno robić. Na przykład nie wolno się rzucać na pewnego faceta. Choćby on wyciągnął ręce - powinnam tych rąk nie widzieć. Choćby patrzył tymi swoimi pięknymi oczkami - powinnam spoglądać w inną stronę. 
Lew Tołstoj powiedział: Mówi się, że kobiety kochają tych, którzy je kochają. To nieprawda. Ulegają one temu, kto im mówi, że ulegną. Choćby mówił i mówił i mówił - powinnam akurat słuchać kogoś innego. 
(Czemu ja ciągle coś powinnam?! Bo jestem za dobra? Bo mam sumienie, które uwielbia mnie dręczyć? Bo mam zasady? Bo wyznaję pewne wartości? Ehhh na co mi to, na co....)
Ale ja widziałam jego ręce, patrzyłam mu w oczy i słuchałam jego słów. On wie, że na mnie działa jak nikt inny. Wie i to wykorzystuje. Wie, że powie słowo i ulegnę. 
Nie posłuchałam rozumu. Nie potrafiłam. Chociaż krzyczał UCIEKAJ! NIE PODCHODŹ! 
Serce krzyczało głośniej.


piątek, 19 września 2014

Zostańmy przyjaciółmi

Miałam to ja kiedyś przyjaciela faceta. Głupio brzmi te "miałam" w odniesieniu do przyjaźni, która to przecież jest wieczna. Trochę mniej głupio, jeśli wziąć pod uwagę, że chodzi o przyjaźń z kobiety z mężczyzną.  Teoretycznie dalej łączy nas te niesamowite uczucie, ale tylko teoretycznie. Rozmawiamy raz na rok, a spotykamy...szkoda gadać. Kiedyś było lepiej. Kiedyś mówił na mnie kochanie, kiedyś mówił że tęskni, kiedyś przytulał, spędzał ze mną weekendy, przytulał, przytulał i przytulał. A później ja to zepsułam. Zakochałam się. Nie brałam dosłownie tego co mówił, więc nie za bardzo wierzyłam, że on też mógłby. Dopiero jak wszystko rozpadło się jak domek z kart zrozumiałam, że cholernie mi na nim zależy. A jemu przestało (bo jednak  ślepa byłam przez lata jak kret - miałam obok cudownego faceta, a wrzuciłam do worka z napisem "przyjaciel"). Zmienił miejsce zamieszkania, pracę i znalazł kobietę życia. Planują razem przyszłość. Jest szczęśliwy. Ja jako dobra przyjaciółka powinnam się cieszyć jego szczęściem. No właśnie...powinnam.


piątek, 12 września 2014

"Niezapominajki"

W oczach jej błyszczą łezki,
W sercu smutek z tęsknotą,
Czyż przeszłość szczerozłotą
Obudził kwiat niebieski?
Hanka nie ma przeszłości,
Dzień dnia jakby był cieniem,
Więc pamiątek zazdrości
I wzdycha ze wspomnieniem.
Kwiat mówi: "Nie zapomnij!"
Boleść serce jej wzdyma,
I czegoż nie zapomnieć,
Gdy zapomnieć nic nie ma!
***Antoni Czajkowski***

Jak zapomnieć o czymś, czego nie było? Jak zapomnieć o marzeniach, planach, tęsknotach? Nie chcę zapomnieć. Chcę nie-pamiętać. 


środa, 10 września 2014

Powroty

Podobno jest na świecie przynajmniej jedna osoba, która myśli o mnie przed snem. Podobno.
Pewne jest natomiast to, że przynajmniej 5 osób ucieszyło się dziś na mój widok. 
Pewne jest też to, że osoba która mnie najmocniej ściskała z radości była tą, po której bym się tego najmniej spodziewała.
Miło jest wracać, gdy ktoś czeka. Miło słyszeć tyle pytań, opowieści, nowinek.
Stęskniłam się za moją pracą. Znaczy...stęskniłam się za moimi chłopakami. Stęskniłam się za ciągłym uczuciem szczęścia w ich towarzystwie.

Stęskniłam się też za blogiem. Miałam nie wracać, ale śniło mi się tej nocy tornado. Zwykle zwiastuje zmiany w moim życiu. Zwykle były to jednak tornada wodne. Teraz było to tornado ogniste. Niszczyło budynek szkoły na moim osiedlu. Byłam przerażona. Robiąc kawę uznałam, że to chyba zapowiedź ogromnych zmian. Umówiłam się więc na rozmowę o pracę. Czas wracać do ludzi. Postanowiłam też wrócić do pisania.
Powroty bywają trudne. Podobno.
Pewne jest natomiast to, że te powroty czynią mnie szczęśliwszą.