piątek, 10 października 2014

praca praca praca

Generalnie nie lubię jesieni. Tegoroczna - póki co - co jest naprawdę piękna. Słońce, wysokie jak na tę porę roku temperatury, kolorowe drzewa. A ja siedzę w pracy. 6 dni w tygodniu. 7 dnia nie mam siły na nic. Cieszę się, że ją mam, ale chwilowo poza nią nie mam życia. Jak nie jestem w pracy to gotuję, albo sprzątam, albo śpię. Jak jestem w pracy denerwuję się, wkurzam, wściekam. Jak wracam do domu, myślę o pracy. Budzę się i zasypiam myśląc o niej. Ja daję z siebie wszystko. Dostaję w zamian...najniższą ze  wszystkich wypłatę. 
Mimo wszystko co złe, lubię ją :)

1 komentarz:

  1. Z doświadczenia wiem, że siłą rzeczy nie da się nie żyć pracą. No chyba, że jest to taka, która mało nas angażuje, że nie musimy podczas niej myśleć, ani po powrocie do domu o niej myśleć.
    Akurat byłam odwiedzić dziewczyny ze starej pracy i zatęskniłam za tym etapem w swoim życiu. Był zapieprz, był stres, ale był i śmiech, ploty... Często było tak, że padałam na pysk i miałam dosyć, ale jak wracałam do domu, albo przychodził weekend, to nie wiedziałam co z sobą zrobić. Nienawidziłam wstawać rano, szczególnie zimą, kiedy było ciemno jak w środku nocy, ale kiedy już zajechałam do biura, dzień zaczynałam od kawki i gadaniem na rozgrzewkę z koleżanką, od razu dzień stawał się piękny.
    Także dobrze wiem o czym piszesz :)

    OdpowiedzUsuń