środa, 29 października 2014

Daily routine

Monotonia to słowo, które brzmi źle. Brzmi nudno. Kojarzy się z brakiem emocji. Zero zmian. Monotonia czasem jest  jednak porządkiem. Czymś, co pozwala łatwiej funkcjonować w trudnym środowisku. Krok po kroku. Sprawa po sprawie. Nic ciekawego, ale przynajmniej pożytecznie. 
Wpadłam ostatnio w taką rutynę. Zmieniają się godziny i ludzie, ale nie zmieniają się wykonywane czynności. Wszystko robię według szablonu. To nie jest złe. To jest nudne. Wiem co, gdzie i o której. 
Jakiś psycholog stwierdził kiedyś, że w takich sytuacjach powinno się coś zmieniać. Cokolwiek. Na przykład drogę do pracy. Środek transportu. Raz na czas, żeby nie wpaść w Dzień Świstaka. 
Jest jednak w tym wszystkim mała rzecz, która cieszy. Jest taka pora dnia, na którą czekam. Jest taki punkt na niewidzialnej liście, który z radością odhaczam. Jest takie 15 minut, na które czekam cały dzień. To jest kwadrans, który daje mi ON. Chwila, w której możemy posiedzieć sami i porozmawiać, pomilczeć, pośmiać się. To nie jest rutyna. To nie jest monotonia. To jest RYTUAŁ. To jest coś, dzięki czemu jeszcze nie zwariowałam. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz