środa, 11 listopada 2015

Dziękuję!

Każdego dnia los rzuca mi wyzwania. Na początku zwykle pojawiają się znikąd łzy w oczach i uczucie bezsilności. W głowie słyszę słowa "nie dasz rady, nie dasz rady" i "masz za swoje". Ogarnia mnie smutek i złość, że znowu, że mnie, że dlaczego. Myślę sobie jednak po chwili, że nie dam się pokonać małym problemom. Robię trzy głębokie wdechy i wydechy i myślę i myślę i myślę. I kombinuję co zrobić, żeby było dobrze. Jestem osobą, która zawsze każdemu pomoże, ale o pomoc prosić nie umie. Ciężko mi więc zrobić z pozoru prostą rzecz - wziąć do ręki telefon i zadzwonić do kogoś, kto może mnie uratować z beznadziejnej sytuacji. No bo niby dlaczego ktoś miałby rzucać wszystko i ratować księżniczkę z opresji? I tu okazuje się, że są w moim małym świecie rycerze z krwi i kości, którzy zawrócą z obranej ścieżki, zmienią plany byle damę ratować i są też kobiety - anioły, które pomogą wstać i znaleźć siły do walki. Jak to moja przyjaciółka ostatnio stwierdziła: dopiero w obliczu problemów dostrzegamy, ilu cudownych ludzi ma się obok siebie. I mnie też przyszło się przekonać, że mogę liczyć na wiele osób, że nie słyszę "nie mam czasu", "nie chce mi się",  "za późno", ale "jakby co, to dzwoń", "nie ma sprawy!", "cieszę się, że mogłam poczuć się potrzebna". 
Powinnam iść do Częstochowy na kolanach i dziękować Bogu za takich przyjaciół i znajomych.

wtorek, 3 listopada 2015

przerwa na kawę

Nie ma to jak dwóch facetów robiących mi kawę i sprzeczających się o idealne proporcje  składników. Bo przecież musi mi smakować. 
I muszę przyznać, że była to jedna z lepszych kaw jakie przyszło mi pić w pracy!