Każdego dnia los rzuca mi wyzwania. Na początku zwykle pojawiają się znikąd łzy w oczach i uczucie bezsilności. W głowie słyszę słowa "nie dasz rady, nie dasz rady" i "masz za swoje". Ogarnia mnie smutek i złość, że znowu, że mnie, że dlaczego. Myślę sobie jednak po chwili, że nie dam się pokonać małym problemom. Robię trzy głębokie wdechy i wydechy i myślę i myślę i myślę. I kombinuję co zrobić, żeby było dobrze. Jestem osobą, która zawsze każdemu pomoże, ale o pomoc prosić nie umie. Ciężko mi więc zrobić z pozoru prostą rzecz - wziąć do ręki telefon i zadzwonić do kogoś, kto może mnie uratować z beznadziejnej sytuacji. No bo niby dlaczego ktoś miałby rzucać wszystko i ratować księżniczkę z opresji? I tu okazuje się, że są w moim małym świecie rycerze z krwi i kości, którzy zawrócą z obranej ścieżki, zmienią plany byle damę ratować i są też kobiety - anioły, które pomogą wstać i znaleźć siły do walki. Jak to moja przyjaciółka ostatnio stwierdziła: dopiero w obliczu problemów dostrzegamy, ilu cudownych ludzi ma się obok siebie. I mnie też przyszło się przekonać, że mogę liczyć na wiele osób, że nie słyszę "nie mam czasu", "nie chce mi się", "za późno", ale "jakby co, to dzwoń", "nie ma sprawy!", "cieszę się, że mogłam poczuć się potrzebna".

Cudownie jest mieć takich ludzi :) Trzymaj ich i nie wypuszczaj z rąk :)
OdpowiedzUsuńNie, nie, nie. Częstochowa jest jednym z najbardziej zagrożonych terroryzmem miast. Nie polecam. ;)
OdpowiedzUsuńWytrwałości w związkach z ludźmi.