wtorek, 28 kwietnia 2015

nie jest źle

Zostałam wezwana do szefowej na dywanik. Niepewnie usiadłam, bo nie wiedziałam w sumie czego się spodziewać. Ku memu ogromnemu zdziwieniu usłyszałam same pochwały. Podobno jestem niesamowitym szczęściem naszej kochanej korporacji. Zrobiłam się czerwona jak burak. Nie umiem przyjmować pochwał. Coś tam bełkotałam, podziękowałam i na koniec dostałam podwyżkę! Małą, bo małą, ale zawsze coś.
Wniosek na dziś: Nie takie korpo straszne :) 
Czasem nawet jest miło. 
 
Miałam dzisiaj cudowną pobudkę. Chcę tak codziennie! 
I chcę też już móc przestać tęsknić..
 
Nie powinnam pisać, że NIE JEST ŹLE. Powinnam pisać, że jest dobrze. Tylko że ciągle nie umiem się cieszyć z tego co mam. Całe te "małe szczęścia" widzę dopiero po czasie. 
 
 

niedziela, 26 kwietnia 2015

pozytywnego coś

Przeczytałam wszystkie posty, które zamieściłam na tym blogu. Od samego początku smęcę i to ciągle tylko o jednym. Nie miałam siły tego czytać, a pomyśleć że ja to wszystko czułam i ciągle czuję. Żadnych zmian. Przeczytałam i pomyślałam, że nadszedł czas na coś pozytywnego. Nie, nie wydarzyło się w moim życiu żadne wielkie szczęście. Ciągle jakoś nie umiem go tak prawdziwie dostrzec i się nim cieszyć. 
Nie wydarzyło się nic spektakularnego, żadnej wielkiej radości, ale 
- słońce wyszło wreszcie zza chmur i mogę wkładać ulubione sukienki
- śmiałam się wczoraj tak szczerze do łez. Tak strasznie brakowało mi tego uczucia. Śmiałam się cały wieczór. 
- umyłam wreszcie samochód i wreszcie nie wstyd nim jeździć ;-)
- sprawiłam radość kilku osobom
- odcięłam się od osoby, która wsysała wiecznie we mnie negatywną energię
- usłyszałam masę komplementów i nauczyłam się za nie dziękować

niewiele tego, ale na początek wystarczy, bo przecież najważniejszy jest pierwszy krok!

środa, 22 kwietnia 2015

polećmy. . .

ONA dawno temu przechodziła to samo, co ja teraz. Tamta historia skończyła się źle. Bardzo źle. Podobno tak źle, że boli do tej pory. Boli, mimo że teraz układa życie z kimś innym, mimo że upłynęło ładnych parę lat. Ma teraz swoją małą rodzinkę. Tamtych dni, przeżyć, bólu nie da się jednak wymazać. Zapytała tylko, czy mam nadzieję że kiedyś nam się uda. Kiedy pewnym głosem odpowiedziałam NIE - uspokoiła się. Mówiłam, że wiem jak jest, jak będzie, ale że teraz nie umiem odpuścić, że jest za późno, że chyba gorzej być nie może. Posmutniała, bo chyba widziała we mnie dawną naiwną siebie. Ja posmutniałam, bo wcale nie byłam pewna tego NIE. Pewna jestem, że NIE CHCĘ zniszczyć jego rodziny, ale po cichu w głębi duszy liczę jednak, że zrobi to ktoś inny...Czuję się z tym źle. Źle mi ze świadomością tego, co robię. Źle mi z tym, co czuję. 
Nie umiem nic nie czuć. Nie umiem powstrzymać radości na dźwięk jego głosu. Nie umiem się nie uśmiechać, kiedy On się uśmiecha do mnie. Jak mam się nie cieszyć, że jestem powodem jego radości?


niedziela, 12 kwietnia 2015

złodziej

Chciałam mu wszystko powiedzieć, wygarnąć, wykrzyczeć. Udało mi się wydusić z siebie tylko jedno zdanie. Wymusiłam na nim ostatnią obietnicę, której i tak nie spełni. Właściwie to już schrzanił. Po tym jednym zdaniu mało się nie rozpłakałam. On mówił, obiecywał kolejny raz, chciał kolejnej szansy. Udawałam twardą, że mu nie wierzę, że mam go gdzieś, że mi nie zależy. Nie uwierzył, obstawiał przy swoim.
Ukradł mi radość. Ukradł mi chęci do wstawania rano. Ukradł mi radość z pracy. Ukradł mi moc.

wtorek, 7 kwietnia 2015

tak będzie lepiej

Tak będzie lepiej. Tak będzie lepiej. Tak będzie lepiej!
Teraz sobie popłaczę, ale później - jak już łez mi zabraknie - będzie lepiej. 
Tak to sobie powtarzam patrząc w lustro na twarz zapłakanej dziewczyny. Wiedziałam, że tak to się skończy, że to ja będę płakać, ALE wcześniej miały być te cholerne chwile szczęścia. Trzymałam się tej małej nadziei. Z małej iskierki chciałam rozpalić ogień. O ja naiwna. Zamiast ognia był deszcz, śnieg i mróz. I grad.
Pięką mnie już oczy. To były najgorsze święta w moim życiu. Albo w sumie w ogóle ich nie było. Bo czy to święta, kiedy chowa się pod kocem i w ukryciu płacze?

Oprócz tego, że jestem naiwna do bólu odkryłam też, że jestem świetną aktorką. Przy ludziach zakładam uśmiech na twarz i jestem 'szczęśliwa'. Nauczyłam się tej sztuczki w pracy.
Tylko moja przyjaciółka wie jak jest. Zadzwoniła i po jednym moim zdaniu stwierdziła, że coś jest nie tak. A przecież się śmiałam...


sobota, 4 kwietnia 2015

śmiechu mi trzeba

Tak sobie teraz uświadomiłam, że już dawno się nie śmiałam. Tak do łez i bólu brzucha. Uśmiecham się codziennie po tysiąc razy, ale nie pamiętam już swojego śmiechu. Ostatni raz chyba w moje urodziny. Paliłam papierosa i mimo mrozu było mi gorąco. Śmiałam się z siebie. Tak. To była genialna chwila. 


piątek, 3 kwietnia 2015

zimno

słowa czasem nie znaczą nic. słowa są piękne. słowami można zranić, nawet samo wspomnienie słów potrafi wywołać ból.
czyny weryfikują wszystko. to przez nie nie potrafię teraz oddychać. na słowa można się dać nabrać, czyny pokazują prawdziwe ja. to przez nie czuję w sercu ból. okrutny ból w sercu i w płucach i żołądku i głowie i czuję zimno - dziwne zimno. zimno mi w środku.