sobota, 26 września 2015

dobrze, jak nie za dobrze

Tab bardzo przyzwyczaiłam się do złego, że dobre mnie przeraża. Zło stało się dla mnie czymś tak normalnym, że nie umiem zrozumieć dobra. Problem w tym, że moja przyjaciółka uświadomiła mnie, że te dobro - to nie dobro, tylko coś normalnego, a to co stało się dla mnie normalne, a czasem wręcz dobre - to jest właśnie zło.

Mam poprzestawiany na maksa system wartości. 
Teraz podobno mam zrozumieć, że to co mam teraz - to jest dobre.

wtorek, 22 września 2015

8 lat później...

Dokładnie osiem lat i jeden miesiąc temu poznałam pierwszego GO. Miałam wtedy wprawdzie chłopaka, ale to nie miało nic wspólnego z miłością. On chciał kogoś mieć i ja też i jakoś tak "byliśmy razem". Kiedy mnie stracił to podobno dopiero wtedy  docenił, kogo miał. No ale podczas tego naszego "bycia razem" poznałam GO.  Uroczy, z pięknymi oczkami, bajerant. Widywaliśmy się praktycznie codziennie z racji tego, że razem pracowaliśmy. Uśmiechom, przelotnym spojrzeniom nie było końca. Byłam gotowa rzucić wszystko w imię tej znajomości. I wtedy przypadkiem ktoś uświadomił mi gorzką prawdę - on jest żonaty, on ma dziecko. Świat mi się zawalił. Wszystko, w  co wierzyłam rozpadło się w jedną krótką chwilę prawdy. Jako że byłam wtedy młoda, nie cierpiałam jednak za długo. 
Teraz - osiem lat później - poznałam GO - numer chyba sześć. Bo przecież ja nie mogę poznać normalnego faceta bez zobowiązań! Za każdym MUSI stać żona z dzieckiem. Albo i dwójką słodkich dzieciaczków. Nie wiem już nawet czy mam się śmiać, czy płakać. 
Tym razem sytuacja nie jest beznadziejna. Trudna do zniesienia, ale nie najgorsza. Dam nam szansę i zobaczymy co z tego wyjdzie. Najbardziej przecież żałuje się straconych szans, niewykorzystanych okazji, żałuje się swojego strachu i niepodjęcia ryzyka. 
Moje życie ma scenariusz, w który czasem sama przestaję wierzyć. Ktoś, kto go układał musiał mieć okrutne poczucie humoru. Ale ja się nie poddam - zagram tymi kartami, jakie dostałam od losu. 
Boję się tylko, że nie skończyłam tak naprawdę rozdziału "D". Ileż można go unikać i liczyć, że wszystko rozejdzie się po kościach...Boję się mojej słabości do niego, ale jeszcze bardziej jednak nie chcę skrzywdzić K - Pana 6. On we mnie wierzy, widzi we mnie dobro. Może ja też je na nowo w sobie odnajdę. 
Wiem jedno - lżej się żyje bez wyrzutów sumienia, ukrywania się, kłamania.Wisi nade mną jakieś fatum od cholernych ośmiu lat - ale tym razem wygram JA!

niedziela, 13 września 2015

wszystkie dzieci nasze są

Dostałam od Boga jakiś dziwny dar. Dostałam bowiem takie 'coś' co uwielbiają we mnie dzieci. Te bliskie mi, ale i ta nieznane. Każde dziecko patrzy się na mnie i uśmiecha. Każde dziecko do mnie lgnie. Nie wiem czemu, ale tak jest. Ciągle słyszę, że powinnam pracować w przedszkolu i że będę cudowną matką. Zawsze jak słyszałam to drugie to mówiłam, że pewnie nigdy nie będę mieć swojego i dlatego wszystkie dzieci kochają mnie i w każdym zakochuję się i ja. Powtarzałam ten tekst, ale w głębi duszy zawsze miałam nadzieję, że jednak spotkam kiedyś faceta mojego życia i że dzidzię z nim mieć będę. Ostatnio nawet bałam się, że jestem w ciąży. Później jednak lekarz pokazał mi na badaniu USG, że moje obawy były bezsensowne, bo chwilowo to musiałby się stać cud, żebym mogła zajść w ciążę. A jeśli już spotkam tego mojego jedynego, to wtedy też trzeba będzie liczyć na cud i zdobycze medycyny. Nie mógł mi zrobić jakiegoś dodatkowego badania, więc na "wyrok" przyjdzie mi czekać jeszcze miesiąc. A wtedy może nałykam się cudownych tabletek i może Matka Natura cudownie mnie naprawi. 


Chyba przestaję pomału wierzyć w szczęśliwe zakończenia. . .

sobota, 5 września 2015