Podczas zabawy Sylwestrowej widziałam jak umiera człowiek. Jak jego znajomi, a później już ratownicy medyczni walczą o jego życie. Odszedł jeszcze przed Nowym Rokiem. Nie umiem przestać o tym myśleć i nie umiem ciągle pogodzić się z moją reakcją na takie straszne sytuacje. Dostaję bowiem ataku paniki, odwracam się, chcę uciekać. Łzy napłynęły mi do oczu i nie mogłam się ruszyć. W myślach błagałam Boga, żeby mu pomógł, że nie może umrzeć czekając na Nowy Lepszy Rok.
Ale nie pomogli mu ani ludzie ani Bóg. Ludzie umierają...także w Sylwestra. A pewnie też robił obie postanowienia noworoczne.
Ja chcę tylko (aż!) być szczęśliwa.
Rany! Bardzo przykre wydarzenie :( Mam nadzieję, że trafił do lepszego świata ...
OdpowiedzUsuńTrzymaj się Kochana...