Nie wiem co zrobić. Nie radzę sobie z tym wszystkim sama. Nie radzę sobie już nawet ze wsparciem ze strony przyjaciół. Oni też już chyba nie wiedzą jak mi pomóc. Jedna osóbka zasugerowała, że może to dobry czas, żeby udać się do psychologa - poszukać pomocy z zewnątrz. Mój 'problem' mnie niszczy od środka, a ja tylko na to patrzę.
Nie umiem odejść, bo mam wrażenie, że sama odetnę się od tlenu. Jestem szczęśliwa ostatnio TYLKO przy Nim.
Nie umiem zostać. Bo kiedy On jest przy mnie BLISKO to boli jeszcze bardziej. Wtedy wszystko uderza we mnie ze zdwojoną siłą.
Kiedy jesteśmy razem On nie wypuszcza mnie z rąk. Cały czas musi mnie mieć blisko. A później tak po prostu znika, przestaje istnieć, a ja zostaję sama z tym całym bałaganem w głowie.
Oj nie wiem czy ja bym była w stanie wytrwać w takich męczarniach...
OdpowiedzUsuńNie daj się tak niszczyć :(
Wiesz, tak sobie myślę że w sumie nie da się "nie dać rady". Skoro wstaje się rano i jakoś funkcjonuje, to znaczy że daje się radę. No bo co mogę zrobić? Co nie zrobię i tak będę płakać. Jedyne co mogę, to robić swoje z nadzieją, że rozejdzie się z czasem po kościach. Tylko CZAS mnie może uratować.
UsuńPozdrawiam! :D
A nie możesz Go olać i spróbować ułożyć życie normalnie... Bez łez :( Ja wiem, że jak się kocha to jest trudno, ale to Cie w końcu zniszczy...
UsuńPróbuję cały czas, ale coś nie wychodzi.
UsuńCo Cię skierowało do Londynu i na ile? :>
OdpowiedzUsuńw planach miałam spędzić tam urlop we wrześniu, ale jak to z moimi planami zwykle bywa....posypało się.
Usuń