No i skończyły się pozytywne małe rzeczy codziennych dni. Po ulotnych chwilach radości powróciła burza. Nie umiem sobie z nią sama poradzić, a nie mam nikogo kto by pozwolił mi się wypłakać. Duszę w sobie łzy, nie pozwalam im płynąć. Zapomniałam jak się uśmiecha na siłę, jak się jest miłą. Nie chce mi się. Bo i po co? Bo cholerę to wszystko?
Zawsze ja obrywam, zawsze ja cierpię, zawsze ja jestem ta zła. Bo chciałam dobrze.
Nie chce mi się wstawać rano, nie chce mi się nic. Nie mam siły.
Popłacz sobie, to zawsze przynosi choć odrobinę ulgi...
OdpowiedzUsuń