wtorek, 16 lutego 2016

16 lutego...

...to 47 dzień roku. 47 szczęśliwy dzień. Pamiętam jak w trakcie Sylwestra stałam z butelką szampana i podszedł do mnie kolega i tak cholernie szczerze i z troską w głosie powiedział, że życzy mi żebym znalazła szczęście i miłość. Nie chciałam wierzyć, że będę w stanie dać się komuś jeszcze choćby dotknąć. Komuś, kto nie jest D. A tu zjawia się nagle facet, który twierdzi że jestem spełnieniem jego życzenia wypowiedzianego pewnej nocy do spadającej gwiazdy. Jest totalnie dziwny. Totalnie inny niż wszyscy faceci, z którymi miałam mniej lub większą przyjemność się spotkać. Jest totalnie z innej planety. Może właśnie za to tak go uwielbiam. Jest nam dobrze razem. Wkurzamy się na siebie, denerwujemy, sprzeczamy, ale nie umiemy bez siebie już funkcjonować. Szybko to wszystko jakoś leci - wiem. I to jest właśnie dla mnie ZNAK, że to coś dobrego. Bo zapomniałam przy nim o D. Zapomniałam o całym świecie. Łamię wciąż swoje własne zasady. 
Najważniejsze jest jednak to, że nie boję się robić planów na przyszłość. Znowu nie boję się marzyć

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Zmiany zmiany zmiany

Pewnego dnia obudziłam się przerażona.Śnił mi się sen zwiastujący zmiany. Drastyczne. Przeraziłam się, bo nie potrzebowałam zmian. Nie chciałam. Przecież dobrze jest jak jest. Monotonnie, nudno, ale SPOKOJNIE. Zmiany oznaczają bałagan. Bałam się tego co nadejdzie, ale jednocześnie mogłam się przygotować. I kiedy usłyszałam na drugi dzień "nie mamy już dla Ciebie etatu" zaczęłam się śmiać. Jako że ten rok zaczął się wyjątkowo dobrze chwilę później miałam już etat w innym miejscu. Poznałam tam kogoś. Faceta totalnie nie w moim typie. Pierwszego dnia podszedł, przedstawił się i uśmiechnął. I jakoś tak od tamtego czasu bardziej się do siebie uśmiechamy. Jakoś mi cieplej na duszy.
Zmiany nie są złe - trzeba tylko nauczyć się panować nad chaosem.


piątek, 1 stycznia 2016

Początek i koniec.

Podczas zabawy Sylwestrowej widziałam jak umiera człowiek. Jak jego znajomi, a później już ratownicy medyczni walczą o jego życie. Odszedł jeszcze przed Nowym Rokiem. Nie umiem przestać o tym myśleć i nie umiem ciągle pogodzić się z moją reakcją na takie straszne sytuacje. Dostaję bowiem ataku paniki, odwracam się, chcę uciekać. Łzy napłynęły mi do oczu i nie mogłam się ruszyć. W myślach błagałam Boga, żeby mu pomógł, że nie może umrzeć czekając na Nowy Lepszy Rok. 
Ale nie pomogli mu ani ludzie ani Bóg. Ludzie umierają...także w Sylwestra. A pewnie też robił obie postanowienia noworoczne. 

Ja chcę tylko (aż!) być szczęśliwa.

niedziela, 6 grudnia 2015

a świat się kręci...

Od kiedy nie-czekam już na D, na jego telefon, widok, smsa chociaż, stałam się nerwowa, drażliwa, wredna. Stałam się zwyczajną wredną małpą. Kłócę się z każdym jak leci. Strzelam fochy na prawo i lewo. Zniknęła ta słynna  słodka ja, którą tak wszyscy kochali. Teraz ludzie zaczynają mieć mnie dość. Z wzajemnością. Mam dość uśmiechania się, bycia miłą. Źle mi z tym. Źle mi z samą sobą. I winię za to D. - za to że świadomie  przez rok pozwalał mi się zakochiwać coraz bardziej i bardziej. 
A kiedy zrozumiał, że wpadłam po uszy zwyczajnie zniknął. Zostawił mnie z rozwalonym totalnie sercem. Zostawił mnie samą sobie. Minęło już kilka miesięcy, a ja zamiast czuć się lepiej mam wrażenie, że rozpadam się coraz bardziej. Nie umiem znaleźć odpowiedzi na tysiąc pytań, a bez nich "powrót do świata" będzie cholernie trudny.

środa, 11 listopada 2015

Dziękuję!

Każdego dnia los rzuca mi wyzwania. Na początku zwykle pojawiają się znikąd łzy w oczach i uczucie bezsilności. W głowie słyszę słowa "nie dasz rady, nie dasz rady" i "masz za swoje". Ogarnia mnie smutek i złość, że znowu, że mnie, że dlaczego. Myślę sobie jednak po chwili, że nie dam się pokonać małym problemom. Robię trzy głębokie wdechy i wydechy i myślę i myślę i myślę. I kombinuję co zrobić, żeby było dobrze. Jestem osobą, która zawsze każdemu pomoże, ale o pomoc prosić nie umie. Ciężko mi więc zrobić z pozoru prostą rzecz - wziąć do ręki telefon i zadzwonić do kogoś, kto może mnie uratować z beznadziejnej sytuacji. No bo niby dlaczego ktoś miałby rzucać wszystko i ratować księżniczkę z opresji? I tu okazuje się, że są w moim małym świecie rycerze z krwi i kości, którzy zawrócą z obranej ścieżki, zmienią plany byle damę ratować i są też kobiety - anioły, które pomogą wstać i znaleźć siły do walki. Jak to moja przyjaciółka ostatnio stwierdziła: dopiero w obliczu problemów dostrzegamy, ilu cudownych ludzi ma się obok siebie. I mnie też przyszło się przekonać, że mogę liczyć na wiele osób, że nie słyszę "nie mam czasu", "nie chce mi się",  "za późno", ale "jakby co, to dzwoń", "nie ma sprawy!", "cieszę się, że mogłam poczuć się potrzebna". 
Powinnam iść do Częstochowy na kolanach i dziękować Bogu za takich przyjaciół i znajomych.

wtorek, 3 listopada 2015

przerwa na kawę

Nie ma to jak dwóch facetów robiących mi kawę i sprzeczających się o idealne proporcje  składników. Bo przecież musi mi smakować. 
I muszę przyznać, że była to jedna z lepszych kaw jakie przyszło mi pić w pracy!