Nigdy nie posądziłabym siebie o robienie rzeczy, które teraz nie dość, że robię to jeszcze z uśmiechem na twarzy. Co gorsza wcale się z tym czynionym złem nie ukrywam. Co najgorsze nikt nie mówi mi, że postępuję źle, niemoralnie, nieetycznie.
Dlaczego więc to robię, wiedząc że ktoś będzie cierpiał?
Bo i tak już za daleko zabrnęłam. Wczoraj zrozumiałam, że już jest dla mnie za późno na bezstresowe przerwanie tego wszystkiego. Wydawało mi się, że to już koniec i było mi źle. Cholernie bardzo źle. Czułam, jakby coś we mnie umarło. Czułam tę okropną pustkę i ból w sercu. Ciągnę to, bo wiem że cierpieć będę właśnie ja. Nikt inny. Moje życie to nie komedia romantyczna, ani bajka. Nie będzie "i żyli długo i szczęśliwie". Bo to ja jestem ta zła wiedźma. Zanim więc to wszystko runie, zanim wyleję hektolitry łez, zanim świat straci kolory - chcę poczuć, co to szczęście. Bo czuję się szczęśliwa, gdy tylko słyszę jego głos.
To wszystko jest nieziemsko skomplikowane. Nikt przecież nie mówił, że będzie łatwo.
Ja chcę tylko mieć co wspominać.
Nie chciałam nikomu wchodzić z butami w życie. On mnie do niego zaprosił, a ja głupia przyjęłam zaproszenie. Czy to znaczy, że jestem zła?
Nie wiedzieć czemu wmawiam sobie całą 'winę', a przecież to On to wszystko zaczął z pełną świadomością tego, że kogoś skrzywdzi.
Nie ma co szukać mniejszego zła. Siedzimy w tym razem. Po uszy.
__________________________________________________________________
A na koniec ciężkiego tygodnia mój własny babski wieczór: Piwo, Prażynki, Meczyk, Szybko i Wściekle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz