Zawsze myślałam, że hormony okresowe mnie nie dotyczą. Moje zachowanie podczas 'tych dni' nie odbiegało od normy. Owszem podczas PMSa to bez kija nie podchodź.
Od 3 miesięcy jednak coś się we mnie poprzestawiało. Owszem, dalej jak mam ochotę wymordować cały świat, za to że ktoś się krzywo popatrzył, to już wiem ze został mi max tydzień spokoju. Gorzej, że pierwszego i drugiego dnia zamieniam się w płaczkę. Byle co i z oczu lecą mi łzy.
Płaczę np od wczoraj bo:
Bo wczoraj oglądałam najpiękniejszy film w życiu - "Boże Narodzenie". (<- klik)
Bo tego filmu nigdy wcześniej nie puszczali w TV (a przynajmniej ja o tym nie wiedziałam), no i właśnie DLACZEGO NIE?
Bo to film o wojnie.
Bo ukazywał jak żaden inny, że wojna to absurd. Że wojny prowadzą ci u góry, a walczą ci na dole. Że tamci są spokojni, a giną niewinni. W imię czego?
Bo weszłam dziś na pewną stronkę (<- klik) i obejrzałam tam filmik. Niby nic, a do tej pory mam mokre oczy.
Bo ON nie dzwoni. A powinien!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz