Noc. Jechałam samochodem przez miasto. Wracałam do domu. Nagle poczułam ogromną złość na cały świat i wcisnęłam pedał gazu. Silnik zaryczał i auto zaczęło przyspieszać. Coraz bardziej i bardziej. A ja patrzyłam tępo przed siebie i wyobrażałam sobie, że nie wyrabiam na zakręcie, wpadam w poślizg i uderzam w betonowy słup. Chciałam tego. Chciałam się rozbić.
Wcisnęłam hamulec w ostatnim momencie. Środkiem drogi wpadłam w ten cholerny zakręt. Zwolniłam do 30km/h i toczyłam się powoli na parking przed domem. Poza mną i tak nikogo w zasięgu wzroku nie było.
Zgasiłam silnik i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
"Najprawdziwiej żyjemy w snach na jawie" - usłyszałam to w jakimś filmie. Utkwiło mi w głowie na dobre. Coś w tym jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz